W dniach 22 sierpnia – 1 września 2004 r. ZTL "Warszawa" AWF realizował swoje 42 tournee zagraniczne. Jedyny cel, jaki przyświecał naszej eskapadzie to udział w 16 Międzynarodowym Festiwalu Folklorystycznym Ismailia 2004 w Egipcie.
Całe przedsięwzięcie jak zwykle poprzedzało zgrupowanie poświęcone właściwemu przygotowaniu Zespołu do festiwalu. Po pożegnalnym obiedzie
i pamiątkowym zdjęciu
(najedzeni po raz ostatni na wiele dni) wyruszyliśmy na podbój nieznanego. Afryka – to czwarty odkrywany przez Zespół kontynent, a Egipt to 22 kraj. Zaledwie po 9 godzinach podróży (z przesiadką w Budapeszcie) przywitało nas bliskie sąsiedztwo Kanału Sueskiego.
Oczywiście nie było żadnych przeszkód w adaptacji do "klimatów festiwalowych". Zdjęcia na tle lokalnych krajobrazów
, czy międzynarodowa integracja – tu z Indonezją
nie stanowiły dla nas żadnego problemu, bo nad wszystkim czuwała wszechobecna "security".
Nikt nie przypuszczał jakie "schody" organizatorzy szykują już w dniu inauguracji festiwalu, choć sygnałem ostrzegawczym powinna być – zaserwowana dzień wcześniej – próba ceremonii otwarcia. Mogła ona wyprowadzić a równowagi nawet wybitnie spokojnych osobników. Przygotowanie do wyjazdu na otwarcie festiwalu zaczęło się niewinnie. Półtoragodzinny "ceremoniał" (przećwiczony dzień wcześniej i powtarzany wielokrotnie) sprawdzania jaki zespół wsiadł do autokaru (i czy na pewno do swojego?), oraz godzinna podróż do miejsca inauguracji była miłym złego początkiem. Po przyjeździe do wojskowego amfiteatru wszystkie zespoły musiały przejść przez lotniskową bramkę z wykrywaczem metalu,
co w przypadku bogato metalem zdobionego męskiego stroju sądeckiego było piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiekielnym problemem. Ponadto nie spodobał się organizatorom fakt dokumentowania tego "wydarzenia" i mieli wyraźną ochotę pozbawić kierownika – jeśli nie aparatu, to chociaż filmu.
Na rozgrzewkę zaserwowano próbę wspólnego zakończenia koncertu inauguracyjnego,
w którym brało udział większość z 38 zespołów reprezentujących 30 państw. A potem już tylko czeeeekaaaaaaanieeeeeeeeee... W efekcie padł rekord!!! Aby zatańczyć ok. 4 min. przyszło nam czekać ponad 5 godzin od momentu przybycia na miejsce!!!
…Ale co to dla nas… Daliśmy z siebie wszystko. Kiecki furczały podczas otwarcia festiwalu,
a w kolejnych dniach w czasie ulicznej parady,
na sali sportowej
i w scenerii bajkowej.
Tancerki czasem upadały,
ale zawsze wstawały.
Po doznaniach artystycznych tancerze jedli to, co złapali…,
a kadra badała wpływ lokalnych używek na organizm Europejczyka …
Egipt to kraj sportów ekstremalnych: powrót po koncercie – jak się uda,
jak trzeba rzucić dzieckiem, to trzy rzędy nie stanowią problemu…,
pływamy w tym, co mamy…
Inne ciekawostki – bardzo proszę: gigantyczny most nad Kanałem Sueskim,
piramidy i ich zdobywcy,
słabo–silne wielbłądy,
oraz inne zabytki.

Egipcjanie zawsze mają czas, toteż po codziennych ćwiczeniach cierpliwości marzyliśmy tylko o rodzimej rzeczywistości. Lot powrotny dał możliwość obserwacji wschodu słońca tym, którzy nie zasnęli,
a po zmianie samolotu w Budapeszcie dość szybko ujrzeliśmy przedmieścia Warszawy.